Rozdział 1
-Zmiataj do pokoju, śmieciu! Tu są sprawy DOROSŁYCH!!!- Mój
ojciec, Tobiasz Snape znowu kłócił się z matką, znowu magię. Jako osoba nie
magiczna nienawidził magii i wszystkiego, co z nią związane.
-Severusie, wyjdź stąd, dziecko- powiedziała do mnie łagodnie
matka, Eileen Prince. Ją kocham. Ojca nie. Ale czy jest coś takiego jak miłość?
W mojej rodzinie nie. Może tak naprawdę nigdzie jej nie ma.
-Dobrze- odpowiedziałem i szybko wykonałem polecenie. Tyle,
że zamiast do pokoju poszedłem przed dom.
Wyszedłem na ulicę. Skierowałem
się w stronę polany, gdzie stało rozłożyste drzewo, na którym mógłbym się
wykrzyczeć. Gdzie mógłbym dać ponieść się złości. Ku mojemu zdziwieniu i
rozczarowaniu już ktoś tam był. Dwie dziewczyny, jedna na oko w moim wieku, druga
trochę starsza. Rozpoznałem je, to siostry mieszkające kilka przecznic ode
mnie. Z tego, co wiem ruda nazywa się Lily, a jej siostra Petunia. Nie są do
siebie zbyt podobne. Jedna miała długie rude włosy i jasną cerę, druga miała
długą szyję i krótkie blond loczki.
-Co ty do jasnej ciasnej zrobiłaś?! Co to miało być?! Ty
jesteś jakaś dziwna, wiesz dziwolągu?
-Petunia, przestań! Nie jestem wcale dziwna, ja nic nie
zrobiłam!- Lily płakała. Petunia pobiegła w moją stronę, minęła mnie i szybkim
krokiem opuściła polanę. Siostra odprowadzała ją wzrokiem, póki nie zobaczyła
mnie.
-Ty jesteś Severus Snape, tak?
-Niestety
-Czemu ,,niestety’’?
-Nie lubię mojego ojca. Ciągle kłóci się z mamą, wobec mnie
też nie jest nawet miły.
-Opowiedz, może ci pomogę.
-Niezbyt chcę mówić o tym dziewczynie którą dopiero co
poznałem.-odparłem z nutką pogardy w głosie.
Wzruszyła tylko ramionami i usiadła pod drzewem zakrywając twarz
dłońmi.- A może ty mi powiesz co takiego zrobiłaś?
-Nie, powiesz, że jestem dziwna i nienormalna.
-Widziałem wiele niezwykłych rzeczy w moim życiu, czasem sam
je tworzyłem.- wtedy między nami poczułem nić porozumienia. Przykucnąłem obok
niej i patrzyłem na nią wyczekująco. Gdy otarła łzy zaczęła mówić.
-Ja… ja umiem czarować.
-Ja też.
-Pokaż.
-Nie potrafię na zawołanie, czaruję gdy kierują mną silne
emocje. A ty możesz?
-Spróbuję.- Delikatnie uniosła dłoń a za jej ruchem poszedł
listek leżący na ziemi. Uśmiechnęła się do mnie. Też próbowałem, ale wyszedł mi
dziwny grymas. Rzadko okazywałem szczęście więc było mi trudno.
-Łał. Fajnie.
-Jestem Lily Evans- przedstawiła się wyciągając do mnie
rękę.
-Wiem. Severus Snape.- powiedziałem, ściskając jej rękę.-
Twoi rodzice są czarodziejami?
-Czarodziejami? Ojejku, oni istnieją?
-Oczywiście, że tak i chyba jesteś jedną z nich, a raczej
nas, bo ja też jestem.
-Nie, moi rodzice nie są. A twoi?
-Mama, tata jest mugolem.- Skrzywiłem się na myśl o ojcu.
-Mugolem? Kto to? Co to znaczy?- Lily, zmarszczyła nos.
-Osoba nie magiczna, nie posiadająca mocy- odparłem
obojętnie.
-Aha. Sev…
-Sev?
-Twoje imię jest trochę przydługie, nie sądzisz?
-Sądzę. Co chciałaś?
-Mógłbyś mi opowiedzieć trochę o magii?
-Tak. Ale musisz zadawać pytania.
-Dobra… Gdzie szkolą się czarodzieje? Czy uczą się z
wiekiem, czy są jakieś specjalne miejsca?
-Tak, jest kilka takich miejsc. Ja i ty pewnie pojedziemy do
Hogwartu. To gdzieś w Szkocji. W Hogwarcie są specjalne domy, do których
trafiasz zależnie od swoich wad i zalet. Te domy to Gryffindor, Huffelpuff,
Ravenclaw i Slytherin. W Gryffindorze cenią odwagę, w Slytherin spryt…
-A w Hyffelpuffie i Ravenclawie?
-Huffelpuff ; przyjaźń, a w Ravenclawie; inteligencję.
-Ahh… Ciekawe, gdzie ja trafię, a gdzie ty?
-Ja pewnie trafię do Slytherinu.
-Serio? Czemu? Jakoś nie wyglądasz mi na manipulanta…
-Moja mama tam była, dość często trafia się tam, gdzie
rodzice.
-Ej, a co jak ktoś ma
rodziców mu…mu…
-Mugoli?
-Właśnie. Co wtedy?
-Wtedy są brane pod uwagę tylko twoje cechy.
-A Hogwart to jedyna szkoła dla czarodziejów?
-Nie, jest jeszcze kilka, ale ja wiem tylko o
,,Durmstrangu’’, tam jest dyrektorem Harfang Munter.
-Aaa…- Z tą dziewczyną gada mi się całkiem dobrze. Ona jest
wesoła i ładna, jest takim oświetleniem mojego szarego życia.
-Sev, teraz muszę już iść, ale może spotkalibyśmy się jutro,
dobrze?
-Dobra. W tym samym miejscu o tej samej porze?
-Jasne.
Wracając
do domu ciągle myślałem o Lily, o tym, że
może zyskam przyjaciółkę. Podoba
mi się to zdrobnienie, którym się do mnie zwraca; Sev. W domu jest tylko
,,Severusie to, Severusie tamto”. Nawet mama nigdy nie mówiła do mnie
zdrobnieniami. U mnie w domu od zawsze jest wręcz oficjalnie. Może dlatego
nigdy nie czułem, że tamto miejsce to mój kąt? Mama zawsze mówiła, że jej domem
jest Hogwart. Mam nadzieję, że i ja na siedem lat znajdę tam ostoję. W tym roku
jadę do Hogwartu, o ile nie jestem charłakiem. W sumie nie mogę nim być, bo
targany silnymi emocjami dosyć często robię rzeczy niewytłumaczalne w
,,normalny’’ sposób.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę mało, ale jak wszyscy wiemy, początki są najcięższe!
Ashen Berry
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz